Kilka pierwszych dni za mną. Starałem się zmienić nieco nawyków etc. Jak na razie idzie skutecznie w 80 procentach. Mówię tak bo to nie jest taka prosta sprawa jak mogło się wydawać. W pracy nie ma możliwości ruchu. Nie ma pracy, cały czas siedzę przed komputerem, i to nie jest dobre ani trochę. Drugi zły nawyk to spanie po pracy, zasypiam około godziny 16, wstaję o 19 i to jest straszne. Staram się z tym walczyć. Druga sprawa to nawyki żywieniowe, rozbijam sobie drugie śniadanie na 3 małe, i to zaliczam na plus, bo nie jestem bardzo głodny. Staram się też pracować wokół domu. Dziś siadłem na rower pierwszy raz od kilku miesięcy. Obawiałem się że coś z nim się stanie. Zniósł dzielnie tę próbę i za to jestem mu wdzięczny. Pompki to jeszcze nadal odległy temat. Czuję się jakby ze mnie coś zeszło, Cukier odstawiłem od herbaty, jasne pieczywo również, o fast foodach i słodyczach nie ma mowy. To samo jest z napojami gazowanymi - prócz wody. Ból nogi ustąpił, można działać. Tylko muszę znaleźć vademecum na to spanie i pracować w pracy. Efekty mierne, ale są. Dopiero kilka dni, a muszę to robić z głową...
Waga : 157,2 kg
Obwód pasa: 146 cm
Blog 24 latka, który boryka się z największą cywilizacyjną chorobą - otyłością. Nie ma tutaj porad jak możesz schudnąć czy coś podobnego. Możesz przeczytać moje wypociny i dowartościować się, bo z pewnością mam więcej kilogramów nadwagi niż Ty. Zapraszam serdecznie, każdego ugoszczę jak potrafię. Na każde pytanie postaram się odpowiedzieć nawet jeśli będzie to pytanie intymne i obraźliwe. Przepraszam za brak czaderskich efektów, ale nie to jest celem mojego bloga.
środa, 17 maja 2017
czwartek, 11 maja 2017
Witaj,
jeżeli to czytasz to albo jesteś mną z przyszłości, albo przypadkowo przechodzącą osobą przeczesującą zalążki internetu. Góry świętokrzyskie, malownicze okolice, w nich małe miasteczko a w tym miasteczku ja. Nieśmiały, niepewny siebie otyły człowiek. Nie boję się używać tego określenia, jestem otyły klinicznie. Od zawsze miałem z tym problem... Próbowałem już kilka razy "rzucić" to, jednak bezskutecznie, albo na krótko.. Teraz potrzebuję właśnie Ciebie do pomocy, kogoś dla kogo będzie warto pisać to wszystko. Wiem że grubasy nie są zbyt lubiani w środowisku. Chcę to zmienić, czuję się źle w swoim ciele, ale podświadomie wpieprzam wszystko. Czas z tym skończyć, wiosna już jest, lato niebawem, a ja wyglądam jak kupa tłuszczu. Wiem że będzie to trudne, ale wiem też że być może tym prowadzeniem tego bloga komuś pomogę. Przynajmniej mam taką nadzieję, wiem jak bardzo trudno jest trzymać dietę. Ale u mnie na nią czas, w przeciwnym razie po kilkumiesięcznej egzystencji prawdopodobnie padnę na jakiś zawał serca, lub coś okropnie podobnego. Borykam się już z nadciśnieniem, bolą stawy, i miewam zgagę. To do czego się doprowadziłem jest straszne. Nie mam żadnej motywacji. Kiepska praca za marne pieniądze, 18 letnie auto, brak przyjaciół, to wszystko mówi o tym że jestem do dupy. I ja również to wiem, ale kiedyś gdzieś była garstka osób które we mnie wierzyły, chyba czas udowodnić im że lokują swoje nadzieje bardzo dobrze. To chyba tyle na dziś, i nie biorę się za siebie od jutra, robię to od dziś, od teraz, kiedy piszę tego bloga.
Jest 11 maj 2017 roku, godzina 19:20, będę informował was, lub siebie z przyszłości na bieżąco jak mi idzie. Postaram się codziennie powiedzieć co mnie kusiło, co udało mi się zrobić, a czego nie. W sposób jasny i wyrazisty powiem jak to faktycznie jest trzymać dietę, ćwiczyć.
Zdjęcia dziś nie będzie bo to technologicznie niemożliwe aktualnie.
Waga: 162 Kg
Obwód pasa: 147 Cm
Trzymajcie się w ciepłym pozdrowieniu, jeśli to czytasz, skomentuj, że jesteś ze mną. Z góry dziękuję :)
jeżeli to czytasz to albo jesteś mną z przyszłości, albo przypadkowo przechodzącą osobą przeczesującą zalążki internetu. Góry świętokrzyskie, malownicze okolice, w nich małe miasteczko a w tym miasteczku ja. Nieśmiały, niepewny siebie otyły człowiek. Nie boję się używać tego określenia, jestem otyły klinicznie. Od zawsze miałem z tym problem... Próbowałem już kilka razy "rzucić" to, jednak bezskutecznie, albo na krótko.. Teraz potrzebuję właśnie Ciebie do pomocy, kogoś dla kogo będzie warto pisać to wszystko. Wiem że grubasy nie są zbyt lubiani w środowisku. Chcę to zmienić, czuję się źle w swoim ciele, ale podświadomie wpieprzam wszystko. Czas z tym skończyć, wiosna już jest, lato niebawem, a ja wyglądam jak kupa tłuszczu. Wiem że będzie to trudne, ale wiem też że być może tym prowadzeniem tego bloga komuś pomogę. Przynajmniej mam taką nadzieję, wiem jak bardzo trudno jest trzymać dietę. Ale u mnie na nią czas, w przeciwnym razie po kilkumiesięcznej egzystencji prawdopodobnie padnę na jakiś zawał serca, lub coś okropnie podobnego. Borykam się już z nadciśnieniem, bolą stawy, i miewam zgagę. To do czego się doprowadziłem jest straszne. Nie mam żadnej motywacji. Kiepska praca za marne pieniądze, 18 letnie auto, brak przyjaciół, to wszystko mówi o tym że jestem do dupy. I ja również to wiem, ale kiedyś gdzieś była garstka osób które we mnie wierzyły, chyba czas udowodnić im że lokują swoje nadzieje bardzo dobrze. To chyba tyle na dziś, i nie biorę się za siebie od jutra, robię to od dziś, od teraz, kiedy piszę tego bloga.
Jest 11 maj 2017 roku, godzina 19:20, będę informował was, lub siebie z przyszłości na bieżąco jak mi idzie. Postaram się codziennie powiedzieć co mnie kusiło, co udało mi się zrobić, a czego nie. W sposób jasny i wyrazisty powiem jak to faktycznie jest trzymać dietę, ćwiczyć.
Zdjęcia dziś nie będzie bo to technologicznie niemożliwe aktualnie.
Waga: 162 Kg
Obwód pasa: 147 Cm
Trzymajcie się w ciepłym pozdrowieniu, jeśli to czytasz, skomentuj, że jesteś ze mną. Z góry dziękuję :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Kilka pierwszych dni za mną. Starałem się zmienić nieco nawyków etc. Jak na razie idzie skutecznie w 80 procentach. Mówię tak bo to nie jest...
-
Witaj, jeżeli to czytasz to albo jesteś mną z przyszłości, albo przypadkowo przechodzącą osobą przeczesującą zalążki internetu. Góry święt...
-
Kilka pierwszych dni za mną. Starałem się zmienić nieco nawyków etc. Jak na razie idzie skutecznie w 80 procentach. Mówię tak bo to nie jest...